Popularyzujemy racjonalizm gospodarczy

Popularyzujemy racjonalizm gospodarczy

Rozmowa z Ryszardem Florkiem, pomysłodawcą Fundacji Pomyśl o Przyszłości i właścicielem firmy Fakro, spółki z całkowicie polskim kapitałem, która jest drugim na świecie producentem okien dachowych z 15-procentowym udziałem w sprzedaży globalnej.

Jak zrodziła się idea stworzenia fundacji, której celem jest krzewienie patriotyzmu gospodarczego, zarówno wśród przedsiębiorców, jak i wszystkich Polaków?

Zamiast patriotyzmu użyłbym słowa racjonalizm gospodarczy. Fundacja powstała ponad 5 lat temu. Jeżdżąc po świecie w interesach, rozmawiając z kontrahentami z Ameryki, Japonii, czy Europy Zachodniej, zauważyłem w pewnym momencie, co jest podstawą sukcesu gospodarczego narodów zamieszkujących te regiony. Jeżeli Polska chce się rozwijać, tak jak bogate dzisiaj kraje, jeżeli mamy aspiracje, żeby zarabiać więcej, musimy przemodelować nasz stosunek do gospodarki – zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci, czyli wszyscy obywatele. Komunizm nauczył nas, że mityczne „państwo” robi za nas wszystko, a w kapitalizmie sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Pomyślność gospodarcza kraju i bogactwo obywateli jest rękach nas wszystkich i zależy od naszych codziennych decyzji.

Czym jest racjonalizm gospodarczy?

Najkrócej mówiąc, to takie decyzje, które najbardziej nam się opłacają. Aby podejmować dobre decyzje trzeba znać mechanizmy funkcjonowania gospodarki. Około 5 –30 proc. ceny produktu stanowią tzw. koszty korporacyjne i w przypadku zagranicznych firm ta część ceny na pewno trafia za granicę. W wypadku polskich firm ta kwota zostaje w naszym obiegu gospodarczym. Z punktu widzenia konsumenta racjonalizm gospodarczy to wybieranie polskich produktów i usług, o ile ich cena i jakość są podobne do zagranicznych. Czy widział pan w Niemczech francuskie hipermarkety?

Nie.

A widział pan we Francji niemieckie hipermarkety?

Nie.

A wie pan dlaczego tak jest?

Nie wiem. Przecież nie ma w Unii Europejskiej barier w transgranicznym świadczeniu usług i handlu.

No właśnie. Powód jest taki, że Niemiec nie kupi niczego we francuskim sklepie i na odwrót. Nie ma tu żadnych przepisów ograniczających działalność handlową w formie sklepów zagranicznych w różnych krajach Unii. Jest tylko świadomość gospodarcza obywateli, z której wypływa racjonalizm. Oznacza to, że po pierwsze ludzie muszą być świadomi, a do tego trzeba potężnej pracy edukacyjnej i uświadamiającej.
Fundacja pokazuje, jaki wpływ na rozwój gospodarki ma każdy obywatel, bo każdy z nich dysponuje swoim najważniejszym orężem, jakim są jego własne pieniądze.

W rezultacie ten brak racjonalizmu gospodarczego przekłada się na to, że my – Polacy – mało zarabiamy, co jest główną przyczyną naszego biadolenia na Polskę.

Narzekamy, że przedsiębiorcy mało płacą, a dla nas – przedsiębiorców– pensje dla pracowników są wypadkową ceny, za którą sprzedamy wytworzone przez nas towary lub usługi oraz ilości sprzedanych towarów i usług. Kupując więc polskie produkty i usługi – o ile są one w podobnej jakości i cenie do zagranicznych – udowadniamy, że rozumiemy iż wszyscy „jedziemy na jednym wózku” i jesteśmy patriotami gospodarczymi. Będąc w różnych krajach świata, zauważyłem, że ten mechanizm funkcjonuje we wszystkich bogatych społeczeństwach i nikt nie ma do nich o to pretensji. Musimy zrozumieć, dlaczego tak ważne jest dla nas kupowanie polskich produktów.

Fundacja posiada cały szereg propozycji włączenia się nie tylko konsumentów, ale również administracji państwowej do działań na rzecz racjonalizmu gospodarczego.

Politycy krajów zachodnich bardzo dbają o swoje firmy. Polski Rząd też powinien zacząć to robić.

Jak?

Poprzez proinwestycyjny system podatkowy, łatwiejszy dostęp do terenów inwestycyjnych oraz do infrastruktury niezbędnej do prowadzenia działalności gospodarczej. Tam, gdzie takie regulacje istnieją, gospodarka prężnie się rozwija. Musimy również zmienić podejście do przedsiębiorczości, na takie, jakie jest w najbogatszych krajach. Musimy założyć, że wszystkie działania gospodarcze służą dobru ogółu. Bez takiej zmiany myślenia trudno nam będzie dogonić najbogatszych. Prawo gospodarcze w Polsce pozostawia wiele do życzenia, mogłoby być znacznie prostsze i jaśniejsze.
Dużym problemem jest też nieprzychylne nastawienie do przedsiębiorców niektórych urzędników państwowych.
Z obawy przed posądzeniem o korupcję, problem z interpretacją skomplikowanych i niejednoznacznych regulacji prawnych urzędnik boi się podejmować decyzje korzystne dla wspólnoty ekonomicznej. Są to rozwiązania zachęcające firmy do inwestycji, za którymi przecież idą nowe miejsca pracy i rozwój gospodarczy. Pozytywne zmiany nastąpią dopiero wtedy, gdy prawo będzie służyło rozwojowi gospodarki, a urzędnicy będą je interpretować tak, aby sprzyjało przedsiębiorczości, a przez to rozwojowi gospodarki narodowej.

Proponujecie również rozwiązania służące równemu traktowaniu polskich i zagranicznych przedsiębiorców, prowadzących działalność gospodarczą w Polsce, np. zniesienie dla polskich przedsiębiorców podatku od reinwestowanej dywidendy.

Prawo podatkowe, oprócz funkcji fiskalnej, powinno zachęcać przedsiębiorców do nieustannego inwestowania zarobionych pieniędzy. Pierwszą zmianą powinno być odroczenie płatności podatku CIT do czasu pobierania dywidendy. Dzięki temu przedsiębiorcy zyskaliby dodatkowe środki na inwestycje. Takie rozwiązanie stosowały Niemcy po II wojnie światowej, a obecnie stosuje Estonia, której wzrost PKB na osobę na przestrzeni ostatnich czterech lat był prawie cztery razy większy w Polsce. Obecnie, na skutek braku tych zachęt, wielu właścicieli firm, będąc zniechęconymi do inwestowania zarobionych nadwyżek, sprzedaje swoje firmy spółkom zagranicznym lub nie rozwija swoich firm, skupiając się na konsumowaniu. Powstaje wolna przestrzeń gospodarcza, a gospodarka, podobnie jak przyroda, nie znosi próżni, którą mogą zająć zagraniczne firmy, a dla nich będziemy tylko tanią siłą roboczą.

Zabieracie również głos w dyskusji o systemie podatkowym. Śp. prof. Krzysztof Dzierżawski (współzałożyciel Centrum im. Adama Smitha) podczas mojego wywiadu z nim, udzielił mi takiej odpowiedzi na pytanie „jakie powinny być podatki”: „Nieważne czy jest podatek progresywny, liniowy, czy pogłówny, obrotowy, dochodowy itd. Ważne, żeby podatki były niskie”. A jakie Waszym zdaniem powinny być w Polsce podatki dla firm?

W związku z toczącą się w środowisku ekonomistów i mediach debatą na temat zastąpienia podatku dochodowego podatkiem obrotowym przedstawię stanowisko Fundacji na ten temat.
Jak wygląda wartościowa relacja pomiędzy tymi obydwoma podatkami? Podatek obrotowy w przykładowej wysokości 2 proc. jest równoważny kwotowo podatkowi dochodowemu od zyskowności około 10 proc. Dlatego też wśród wielu przedsiębiorców panuje przekonanie, że lepszym rozwiązaniem od wprowadzenia podatku obrotowego byłoby podniesienie stawki podatku VAT o 1‒2 proc., utrzymanie podatku dochodowego i nawet zwiększenie jego stawki na przykład do 25 proc. przy jednoczesnym odroczeniu jego płatności do czasu pobierania dywidendy. Firmy, które inwestują w dalszy rozwój, byłyby zwolnione z płacenia podatku dochodowego, a firmy, które konsumują wypracowane środki, płacą podatek dochodowy w większej wysokości. Przedstawione postulaty przedsiębiorców na bieżąco trafiają do Ministerstwa Rozwoju na etapie tworzenia prawa. Intensywnie uczestniczyliśmy w pracach nad tworzeniem przepisów o odszkodowaniach z tytułu nadużywania pozycji dominującej w gospodarce. Wszystkie propozycje Fundacji, zarówno dla Polski jak i dla UE, można znaleźć na stronie internetowej Fundacji: www.pomysloprzyszlosci.org.

Problemem szczególnie interesującym firmy transportowe, w rozwiązanie którego Fundacja włączyła się, jest sprawa zmowy cenowej producentów ciężarówek. Co w tej sprawie zrobiliście?

Przygotowaliśmy kilka kluczowych poprawek, które pomogą w dochodzeniu odszkodowań za zmowy cenowe. Najważniejsza z nich dotyczy terminu przedawnienia. Chcemy, żeby roszczenia firm transportowych nie przedawniały się 10 lat wstecz, czyli do 2007 r., lecz by nie obowiązywał względem nich bezwzględny termin przedawnienia. Kartel trwał przecież w latach 1997‒2011, dlatego polscy przedsiębiorcy powinni mieć prawo do pełnej kompensaty. O kartelu na rynku żaden z nich przecież nie wiedział. Uważamy że również orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii
Europejskiej jest w tej sprawie po stronie polskich przedsiębiorców. Taka zasada dotyczyłaby oczywiście również innych naruszeń prawa konkurencji. Chcemy także, by odsetki za szkodę z tytułu naruszenia prawa konkurencji wyniosły nie 1,5 proc. rocznie, jak w projekcie ustawy, lecz by był to odsetek równy wysokości odsetek ustawowych, a więc obecnie 5 proc. rocznie. Postulujemy
też, by zagraniczne korporacje odpowiadały za naruszenia prawa konkurencji na takich samych zasadach jak ich bezpośredni sprawcy w Polsce, a więc ich spółki córki. Inaczej
może dojść do tworzenia spółek zależnych o niskiej kapitalizacji, których jedynym celem na rynku polskim będzie naruszanie prawa konkurencji bez odpowiedzialności za swoje
działania.
Nasze starania aktywnie wspiera poseł Arkadiusz Mularczyk, którego udało nam się zainteresować powyższą tematyką. Wiemy, że przed nami jeszcze sporo ciężkiej pracy, bo nie wszystkim zależy, by Polska była krajem, gdzie prawo stoi po stronie poszkodowanych przez monopolistów i uczestników karteli. A przecież w zdecydowanej większości przypadków poszkodowanymi są małe i średnie firmy o polskim kapitale.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w krzewieniu racjonalizmu gospodarczego.

Rozmawiał: Marek Loos